Indie – luźne spostrzeżenia i próba podsumowania

Przez ostatnie miesiące opisywaliśmy głównie nasze przeżycia, ubarwiając je (mamy nadzieję) od czasu do czasu jakąś ciekawostką. Wybraliśmy właśnie taką formę podróżniczego bloga, jednak nie zapominamy, że nasze przeżycia są jedynie drobnym puzzelkiem wyciągniętym w sposób losowy z indyjskiej układanki. Różnorodność naszych przeżyć pewnie w małym stopniu odzwierciedla niewyobrażalną różnorodność indyjskiego kraju, ale postanowiliśmy opisy tych przeżyć uzupełnić obserwacjami dotyczącymi kilku najbardziej rzucających się w oczy, typowych dla Indii zjawisk.

1. Mega firmy. Ma się wrażenie, że wszystkie produkty i usługi dostępne na indyjskim rynku dostarczane są przez jedną z kilku gigantycznych firm, takich jak Tata, Reliance, czy Kingfisher. Dla przykładu, koncern Tata Group zrzesza 99 firm obecnych we wszystkich prawie sektorach gospodarki, między innymi w branży motoryzacyjnej (Tata Sons jest największym na świecie prywatnym producentem aut, właścicielem takich marek, jak Jaguar czy Land Rover), metalurgicznej, telekomunikacyjnej, spożywczej etc. Samochody, biżuteria, herbata (firma Tata Tea jest właścicielem popularnej w Polsce marki Tetley), telefonia komórkowa… Wymyśl rzecz – Tata na pewno to produkuje.

2. Krowy. Zwykło się mówić, że są święte. W istocie są szanowane jako jedno z wcieleń boga Sziwy, ale nazywanie ich świętymi to lekkie nadużycie. Krowy nie są obiektami kultu, choć polska łaciata na pewno indyjskiej kuzynce życia zazdrości. Krowy chodzą wolne, są dokarmiane przez ludzi (również pośrednio przez tony śmieci wyrzucane na ulicę) i przede wszystkim umierają śmiercią naturalną. W naszych relacjach zdarzało nam się narzekać na męczącą obecność krów i ich odchodów w miastach, ale nie mamy problemu z oceną, który świat jest bardziej normalny – ten opisany wyżej, czy ten, w którym w ciasnych klatkach, faszerowane antybiotykami krowy czekają na wyrok śmierci wydany przez klienta restauracji czy sklepu spożywczego. Wybaczcie wegetariańską propagandę.:)

3. Kiwanie głową. Ponoć w komunikacji część niewerbalna komunikatu jest dużo istotniejsza, niż wypowiadane słowa. I bądź tu mądry i zrozum Indusa, którego repertuar skinięć i kiwnięć głowy zawiera tylko jedną pozycję – powolne kiwanie głową na boki tak, że broda i czubek głowy na zmianę wychylają się to w prawą, to w lewą stronę (w naszej kulturze ten gest mógłby zostać odebrany jako znacznie przerysowane wahanie się). A co Indus wykonujący głową ten swoisty „taniec kobry” ma na myśli? Otóż tego do końca nie wiadomo, bo zależy to od kontekstu. Z reguły oznacza to przytaknięcie, potwierdzenie, lub pokazanie, że się słucha i rozumie swojego rozmówcę, ale jest to również sposób odwzajemniania uśmiechu, okazania szacunku, a nawet (uwaga, uwaga!) zaprzeczania. Bardzo często zdarzają się sytuacje, w których z powodu bariery językowej jedynym komunikatem zwrotnym na zadane pytanie było opisane wcześniej kiwanie głową, najczęściej poprzedzone splunięciem (w Indiach żucie tytoniu lub betelu jest prawie tak popularne, jak wąsy u mężczyzn). Minusem takiej komunikacji jest nieosiągnięte porozumienie, do plusów zaliczyć należy możliwą dzięki temu swobodę interpretacji.:)

4. A co tam, panie, w polityce? Sytuacja społeczno-polityczna w Indiach daleka jest od ideału. Narastające konflikty na tle etnicznym i religijnym spowodowały znaczny wzrost tendencji ekstremistycznych. I tak, na przykład w Kerali, partia komunistyczna (RSS) i nacjonalistyczna partia hinduistyczna (CPI-M) nawzajem mordują swoich przedstawicieli na masową skalę. Wiadomą rzeczą jest, że tego typu konflikt sam się napędza i z jego oczywistych, fatalnych dla całego kraju konsekwencji zdaje sobie sprawę chyba każdy, poza jego uczestnikami.

5. Muzułmanie. Według każdego Hindusa, z którym ten temat poruszaliśmy, przyrost naturalny wśród muzułmańskiej ludności jest dużym problemem. Jak wiadomo, Indie w bardzo szybkim tempie doganiają pod względem liczby ludności Chiny, które znacznie ograniczyły przyrost naturalny. Okazuje się, że te armie bobasów przychodzące na świat w indyjskich szpitalach pochodzą głównie z rodzin muzułmańskich. Hinduski model rodziny to 2+2 (czasem +3), natomiast ludność muzułmańska preferuje model 1+4+10 (jeden mąż, cztery żony i dziesięcioro dzieci). Jeśli ta tendencja zostanie utrzymana, za kilkadziesiąt lat (a może szybciej) większość obywateli Indii będzie wyznawcami Allaha, co wywołuje u Hindusów poczucie zagrożenia. Powszechna jest opinia, że muzułmanie nie posyłają swoich dzieci do szkół i nie dbają o ich wychowanie. Otwarcie przyznajemy, że znamy opinię tylko jednej strony. Mimo starań, nie udało nam się zamieszkać u żadnej muzułmańskiej rodziny.

6. Pociągi. Wszędzie w Indiach, oczywiście poza Andamanami, w nocy słychać przejeżdżające pociągi. Indyjska sieć kolejowa jest czwartą co do wielkości na świecie, a o spółce kolejowej Indian Rail (indyjskie PKP) mówi się, że to największy na świecie pracodawca (zatrudnia 1,6 miliona osób). Podróż pociągiem po Indiach to przygoda sama w sobie, a fakt, że można przemierzyć ten gigantyczny kraj z północy na samo południe w zaledwie 60 godzin bez przesiadania się świadczy o poziomie rozwoju tamtejszej kolei. Oczywiście nie zapominajmy, że jesteśmy w Indiach – pociągi są brudne, często się spóźniają, ale to, że cała ta sieć działa w miarę sprawnie jest już i tak wielkim osiągnięciem. Podobno zaledwie 8% Hindusów korzysta z pociągów. Nie chce się wierzyć, biorąc pod uwagę ścisk w rekordowej długości pociągach i fakt, że bilet trzeba rezerwować czasem z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Wydaje się, że nawet, gdyby dodatkowe 2% Hindusów nagle zechciało podróżować pociągami, cały system kolei stanąłby z powodu przeciążenia.

Ciekawostka: rozwinięta sieć kolei powoduje, że najczęściej wybieranym przez indyjskich samobójców sposobem odbierania sobie życia jest ten wybrany przez Wokulskiego. W Kerali (stanie z największą liczbą samobójstw) zjawisko to jest przerażająco częste. Codziennie prasa informuje o kilku przypadkach rzucenia się pod pociąg.

7. Korupcja. Dżuma państw rozwijających się. W Indiach z tą plagą nikt nie może sobie poradzić. Korupcja obecna jest na każdym szczeblu – przy drobnych drogowych wykroczeniach i wielomilionowych zamówieniach publicznych. Hindusi mówią, że na jedną rupię wydaną z podatków obywateli zaledwie jeden pajs (jedna setna) wykorzystywana jest na cele publiczne. Reszta tonie w morzu korupcji.

8. Brud. Indie bez wątpienia są najbrudniejszym krajem, w jakim byliśmy. Poziom zaśmiecenia przekracza wszelkie granice. Ocean plastikowych odpadów (tylko to nie jest zjadane przez krowy) zalewa indyjskie miasta i wsie. Powód? Jakaś przedziwna mentalność Hindusów, którzy bardzo dbają o porządek we własnym obejściu, ale tuż za płotem domu bez wahania wyrzucą śmieć na ziemię. Kilkadziesiąt lat temu wszystkie używane materiały były biodegradowalne (talerze z liścia bananowca, gliniane kubki itp.) i to przyzwyczajenie, że wszystko można bez wahania wyrzucić za siebie lub przez okno pociągu dziwnie u Indusów pozostało, choć minęło już chyba wystarczająco dużo czasu, żeby zobaczyć, że plastik się nie rozkłada.

9. Kasty. System kastowy był prawnie usankcjonowanym sposobem dzielenia ludzi na lepszych i gorszych (a właściwie czystszych i mniej czystych) ze względu na pochodzenie. Był? Niby został oficjalnie zniesiony w po uzyskaniu przez Indie niepodległości w 1947 roku, ale wciąż funkcjonuje w życiu społecznym. Może nie na taką skalę jak kiedyś, gdy człowiek z niższej kasty nie mógł znaleźć się na drodze brahmina, ale nie raz byliśmy świadkami kastowych pozostałości. W Waranasi na przykład widzieliśmy drobną stłuczkę w ruchu drogowym. Prowadzący rikszę, w której siedzieliśmy, delikatnie (na tyle delikatnie, że słowo stłuczka wydaje się nadużyciem) dotknął zderzaka samochodu jadącego przed nami. Kierowca samochodu wysiadł (Brahmin – widać było po charakterystycznym małym kitku z tyłu głowy) i bezceremonialnie zaczął otwartą dłonią okładać po twarzy naszego kierowcę, który ani przez chwile nie zaprotestował. Świadkowie zdarzenia również nie widzieli w tym nic nadzwyczajnego…
Rząd co prawda prowadzi politykę wyrównywania szans, ale wyrównywanie w tym przypadku oznacza, że ostatni stają się pierwszymi i na odwrót. Navin (opisany w poście z Jaisalmeru) nie może znaleźć sobie pracy, gdyż pierwszeństwo przed nim (Brahminem) mają kasty niższe.

10. Time pass. Pierwszy raz z pojęciem time pass, czyli upływu czasu, zetknęliśmy się w Goa. Kriszna mówił, że jego sklep nie przynosi mu zbyt dużego dochodu, ale jest przydatny, bo w nim czas szybciej leci. Sformułowania time pass używało wiele osób, np. kelnerzy opisując grę karcianą, która nie jest może zbyt ciekawa, ale dobra, by czas płynął szybciej. Zupełnie tak jakby czas dla nich istniał w jakiś nieograniczonych ilościach i trudno byłoby go zagospodarować w jakiś inny, sensowny sposób. Kapuściński pisał, że ludzie w strefie tropikalnej wiecznie na coś czekają, zdają się być mocno zamyśleni i tak bezczynnie mijają im dni. Sami też zaobserwowaliśmy to lenistwo wywołane pewnie niemiłosiernym upałem podczas naszych poprzednich wizyt w tropikach, ale zawsze zdawało nam się, że ci ludzie po prostu nie zdają sobie sprawy, że ten czas można jakoś inaczej wykorzystać. Okazuje się, że tak nie jest, w pełni zdają sobie sprawę z ilości tych wolnych chwil, jednak sposób ich wypełnienia zdaje się być im zupełnie obojętny. Sformułowanie time pass jest w Indiach tak popularne, że nawet nazwano tak nawet mieszankę ziołową do żucia (substytut gumy) czy ciastka. To zawsze jakiś sposób aby zagospodarować 5 minut chrupaniem, czy żuciem i pluciem…

Powiedziano nam już na początku podróży, że Indie można zobaczyć, lecz nie da się ich poznać. Faktycznie, co stan, to inny język, inna kultura, inna przyroda, inna kuchnia. Ująć to wszystko w jakieś wspólne ramy, uogólnić w celu stworzenia spójnego obrazu Indii, jest rzeczą niemożliwą. Nie łudzimy się nawet, że poznaliśmy Indie, ale mamy nadzieję, że dzięki czasowi spędzonemu z lokalną ludnością udało nam się zrobić coś więcej, niż tylko przywieźć pocztówkowe zdjęcia spod głównych atrakcji turystycznych.
Indii na pewno nie da się też zmierzyć ani zważyć. Człowiek, który chce, bazując na rozmowach z mieszkańcami, opisać ten kraj i ludzi w nim mieszkających jak jakąś laboratoryjną próbkę – sprecyzować, o której wstają, co jedzą, ile mają lat – z góry skazany jest na niepowodzenie. Lokalna ludność ma tak obojętny stosunek do wszystkiego, co my, ludzie zachodu, uważamy za konkret, że przy każdej próbie uchwycenia Indii w jakieś statystyczne ramy napotyka się barierę nie do przejścia. Słyszy się o dwunastometrowych krokodylach, o kobiecie, która żyła 130 lat, o tym, że stan Tamil Nadu jest większy trzykrotnie niż Polska (w rzeczywistości jest na odwrót). Ta nasza zachodnia systematyka nie jest dla Hindusa istotą życia. W każde miejsce według autochtonów idzie się pieszo 10 minut (słyszeliśmy to prawie zawsze, wtedy gdy szło się pięć i wtedy, gdy szło się pół godziny), autobus zawsze przyjedzie „za chwilę” … aby zrozumieć Indie trzeba chyba patrzeć na nie oczami ich mieszkańców.
Mamy nadzieję, że Ty, drogi Czytelniku, dobrze bawiłeś się z nami w tym niezwykłym kraju dwunastometrowych krokodyli, gdzie wszystko jest oddalone najdalej o 10 minut drogi pieszo.

Już wkrótce opisy naszych nepalskich przygód.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Indie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Indie – luźne spostrzeżenia i próba podsumowania

  1. Magda pisze:

    Właśnie wczoraj wróciliśmy z Indii, taki właśnie jest ten kraj :) Uśmiałam się czytając Wasz odbiór, dobrze napisane, ah Ci skomplikowani Hindusi :)

  2. Maciek pisze:

    Siedzę właśnie w Virughunagar w Tamil Nadu – i potwierdzam wszystko co do joty. Na początku trochę mi te różnice estetyczne przeszkadzały, ale po paru dniach coraz bardziej mi się tu podoba. Pogoda i ludzka życzliwość są tu przewspaniałe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>